niedziela, 25 września 2016

Kiedy rządzą Nieomylni. Czarny Protest, manifest nr 1990

Długo się zastanawiałam, czy poruszyć ten temat. W końcu, wiele osób przede mną już o tym pisało. Co więcej, większość trafiało w punkt. Łatwo w tych okolicznościach powiedzieć sobie „wszystko zostało napisane”. Ale tak sobie myślę, że to nie o to chodzi. Nie chodzi o dodanie czegoś nowego do dyskusji. O wyciągnięcie innego punku widzenia, zaprezentowanie tez, które nagle zmienią poglądy tysięcy i poruszą sumienia rządzących. Na to nie liczę. 


Piszę ten tekst, bo chcę po prostu dołączyć do grona oburzonych. Zaakcentować niezadowolenie. Nie dlatego, że jestem influencerem i wpływam na ludzi w Internecie. Mój blog to w końcu kropelka w morzu. Ale dziś wcale mnie nie obchodzi, ile osób go przeczyta i ile lajków będę miała na Facebooku. Nie dbam o to, czy powtarzam to, co zostało już powiedziane. Mam gdzieś statystyki Google Analitycs. Morze składa się z takich kropel. A jeśli zbierze się ich trochę, to i tsunami jest możliwe. 

Nie mam też zamiaru rozprawiać się z argumentami orędowników ustawy zakazującej aborcji. Nie będę apelować o zmianę punktu widzenia. Nie ma sensu. Po przeczytaniu kilkudziesięciu internetowych słownych batalii widzę już nazbyt wyraźnie, że problem jest nie do rozwiązania. 

Czytelniczko, czytelniku! Obawiam się, że próby argumentowania, dlaczego kobieta powinna mieć prawo do przerywania ciąży, na nic się nie zdadzą, bowiem różnice w sposobie myślenia grup pro-choice i pro-life są nie do przeskoczenia. I tu nie chodzi wcale o poglądy na temat tego, kiedy zaczyna się ludzkie życie. Różnice są głębsze, na fundamentalnych płaszczyznach. 

Wiecie co? Ja nawet trochę zazdroszczę ludziom, którzy tak bardzo wierzą, że gdzieś, daleko, istnieje jakiś idealny boski porządek, który musimy odtworzyć na Ziemi. Że na wszystkie pytania dotyczące życia, wszechświata, moralności istnieją jasne odpowiedzi. Zazdroszczę ludziom, dla których świat jest czarno-biały. W tym świecie nie ma wątpliwości, które czają się w momencie stawiania kropki po każdym wypowiadanym zdaniu. Nie ma dreszczu niepokoju, który pojawia się, gdy nauka czegoś wydaje się zbyt prosta. Nie ma pytań A może się pomyliłem?. Jest tylko głębokie i uparte przekonanie o nieomylności. Nieważne, czy jest to nieomylność Boga, papieża, przywódcy, ojca. 

Bycie pewnym rozleniwia. Bycie pewnym stępia empatię. A wreszcie - prawie zawsze  prowadzi do nienawiści wobec tych, którzy nie mają łaski pewności. 

Kiedy zaczyna się ludzkie życie? Nie wiem. Czy aborcja jest zła, czy dobra? Nie mam pojęcia. Za czym podążać - za kulturą, czy naturą? Nie jestem pewna.  

Dołączam do Czarnego Protestu nie dlatego, że jestem święcie o czymś przekonana. Nie wiem, czy sama kiedykolwiek zdecydowałabym się na aborcję. Mogę tylko spróbować wyobrazić sobie, co może czuć zgwałcona kobieta, która zobaczyła dwie kreski na teście ciążowym. I to jest właśnie ta przepaść dzieląca mnie (i pewnie wiele/wielu z Was) i ich - ludzi nieomylnych. 

Oni błyskawicznie rozwiewają wszelkie wątpliwości i formułują argumenty. Doskonale potrafią wczuć się w sytuację zarówno matki szóstki dzieci, której na siódme po prostu nie stać, Dwunastolatki zgwałconej przez wujka, jak i kobiety, która dowiaduje się, że w jej brzuchu rośnie nowe życie, a w mózgu - nowotwór. Oni wiedzą, co by zrobili na miejscu tych kobiet. Bez wątpliwości i strachu. Bo przecież aborcja jest zła. Niezależnie od okoliczności. Proste odpowiedzi - jaki to komfort psychiczny! 

Jeśli już w coś wierzę, to w odpowiedzialność za własne czyny. W to, że człowiek powinien sam decydować o sobie i swoim życiu. Że ma prawo do wątpliwości i dylematów. I do decyzji. Dlatego robi mi się niedobrze na myśl o tym, że można w taki sposób (ustawą) narzucić innym swoje przekonania.

Nie - narzucenie przekonań to jeszcze pół biedy. W przeszłości wiele razy zdarzało się, że odgórnie ustalano, co powinno myśleć społeczeństwo. W praktyce więc ludzie mieli poglądy oficjalne i nieoficjalne. Ustawa zakazująca aborcji nie jest narzucaniem poglądu na temat życia poczętego. Poglądy same w sobie nie zabijają. Irytują, złoszczą, smucą - owszem. Ta ustawa narzuca kobietom nie sposób myślenia, a sposób życia (taki, jakiego nie chcą prowadzić) lub śmierci. I to jest w tym najbardziej przerażające. 

Nie wiem, ile osób to przeczyta. Ale być może mój wpis będzie cegiełką, która zbuduje statystyki. Może uda nam się przekonać tych nieomylnych, że nas - ludzi pełnych wątpliwości jest tyle samo. A nawet więcej. Bo wiem jedno i to, mimo całego sceptycyzmu, wiem na sto procent. W takich przypadkach nie można milczeć. 




czwartek, 22 września 2016

Czego się spodziewać po 12 sezonie Supernatural?

Dziś kilka refleksji o tym, co nas czeka w kolejnym sezonie serialu, który dzieli widzów na tych, którzy ciągle zastanawiają się, kiedy się wreszcie skończy i tych, którzy rozważają co by zrobili z własnym życiem, JEŚLI by się skończył. 12 sezon Supernatural, everybody! 


Sezon urlopowy skończony, uczniowie dawno już wkręcili się w szkolną rutynę, a studenci organizują ostatnie imprezy (wersja ekstrawertyczna) lub seanse binge watchingu (wersja introwertyczna) przed rozpoczęciem zajęć.

wtorek, 6 września 2016

Thor: Ragnarok - oczekiwania i spekulacje

Moje popkulturowe życie toczy się od jednej premiery nowego filmu Marvela do następnej. I chociaż cieszę się na każdy obraz spółki Marvel&Disney, to nie ulega wątpliwości, jaka seria wywołuje u mnie największą falę fangirlowych emocji.

 Filmy o Thorze może i nie są majstersztykiem, ba – przez wielu fanów uważane są za najsłabsze z całego MCU, ale co tam! Ja darzę je ogromnym sentymentem i sympatią. Becouse of reasons. Dlatego zamiast dywagować o Doctorze Strange lub Spider-Manie – filmach, których premiery są zdecydowanie bliżej w rozkładzie jazdy, skupię się na tym, co wiemy o trzeciej części Thora.

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Writing is hard. Zbiór rozterek niespełnionego pisarza


Ten tekst to rozgrzewka. Postanowiłam sobie, że będę pisać codziennie. Focus Writer liczy mi czas - powinnam poświęcić na to godzinę. Chociaż może powinnam ustawić go na liczenie słów? W końcu - przez godzinę można gapić się w migający kursor. 5% dziennego celu. 


poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Pop-voyeryzm, czyli pokaż mi, jak to przeżywasz! Fanowskie reakcje w Internecie


Ach, ten You Tube. Nie dość, że bawi, to w dodatku dostarcza bogatego materiału źródłowego do wszelkich rozważań na temat popkultury, socjologii, antropologii... i ogólnej kondycji ludzkości na początku XXI wieku. Wśród oceanu filmów (FILMIKÓW!), dziś pod lupę biorę te, które niezwykle od jakiegoś czasu mnie fascynują, czyli fanowskie reakcje. 

Patrz, jak to przeżywam! Dzielenie się emocjami, czy spektakl?

Pierwsze pytanie, które nasuwa się po obejrzeniu kilku z nich brzmi - dlaczego ludzie to nagrywają? Drugie - dlaczego ludzie to oglądają? A trzecie - czy to naprawdę na serio?

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Jak przetrwać epidemię zombie? Warianty apokalipsy, cz. 2

Pora na kolejną porcję dywagacji zombiaczych. W pierwszym wpisie wspomniałam, że „prawdziwe” zombie byłyby w istocie ludźmi. Chorymi, agresywnymi, obrzydliwymi i złaknionymi krwi. Taki, dość niewygodny dla wszystkich dumnie noszących na piersiach koszulki w stylu „Czekam na zombie apokalipsę”, obrót sprawy niósł by za sobą dylematy natury etycznej i problemy natury prawnej. Ale co z tą apokalipsą? 


środa, 27 lipca 2016

Jak przetrwać epidemię zombie? Warianty apokalipsy, cz 1.

Nazwa zobowiązuje. Skoro wanna jest pełna zombie, nie powinien mnie dziwić fakt, że ludzie trafiają na mojego bloga, wpisując hasło „jak przetrwać apokalipsę zombie”. Cóż, na to, jakże podstawowe pytanie, jeszcze w ramach mojej pisaniny nie odpowiedziałam, więc... czemu by nie podywagować?