Final Space – czy warto obejrzeć nowy serial animowany Netflixa?

Final Space Netflix

Moja znajomość z Final Space to dzieło przypadku, nudy i chęci na szybką, niezobowiązującą rozrywkę w przerwie pomiędzy powrotem z pracy, a zrobieniem kolacji.  Uwielbiam takie niespodzianki. Serial okazał się bowiem wciągającą, pełną napięcia space operą. Ci, którzy czekają na każdą kolejną część Star Wars, albo lubią klimaty The Expanse, z całą pewnością powini zapoznać się z tą netflixową produkcją. 

 Parodia czy dystans?  

Podczas oglądania pierwszego odcinka łatwo dojść do wniosku, że Final Space to parodia science fiction. Wiecie, taka prześmiewcza, cyniczna kreskówka próbująca dorównać Rickowi i Mortiemu. Potem okazuje się, że jednak nie do końca. Generalnie, chociaż kusi, to jednak uważam, że nie ma sensu porównywać tych seriali. Niewiele bowiem mają ze sobą wspólnego, no może prócz jednej sceny, w której główny bohater spotyka alternatywne wersje siebie.  

Bardzo szybko przestałam dostrzegać w Final Space pastisz albo parodię popularnych space oper. Bo chociaż pewne elementy świata przedstawionego mogą wydawać się nieco karykaturalne, to jednak szybko dochodzimy do wniosku, że nie takie absurdy w dziełach science fiction traktowaliśmy zupełnie serio.  

Lovecraft spotyka Gwiezdne Wojny  

Grupa wyrzutków próbuje powstrzymać mrocznego Lorda Dowódcę przed otwarciem portalu do Kosmosu Ostatecznego – rzeczywistości, w której żyją krwiożercze i przerażające tytany. Bohaterowie wyruszają na samobójczą misję, która ma na celu ocalenie Ziemi przed zniszczeniem oraz ochronę małej, niepozornej istoty, która okazuje się być kluczem do otwarcia wrót do innego wymiaru.  

Nie wiem jak wam, ale mnie ten opis wcale nie brzmi jak parodia. Myślę, że w wersji aktorskiej mógłby to być całkiem dochodowy, kinowy popkorniak. Świetna fabuła jest chyba najmocniejszym punktem Final Space. Fabuła, mająca w sobie naprawdę sporo nie tylko zabawnych, ale przede wszystkim dramatycznych i poruszających momentów. O fabule wspominam w pierwszej kolejności, bo kreskówki dla dorosłych, które zdarzało mi się oglądać, bazowały głównie na postaciach, nie na historiach. W Final Space mamy liniową fabułę, która rozwija się w bardzo interesujący sposób. Bohaterowie są w tym wszystkim, przynajmniej dla mnie, trochę na drugim planie. Co nie oznacza, że nie są warte uwagi.

Final Space czy warto

Gary – antybohater na opak  

Gary jest typowym antybohaterem. Kolesiem, który nie robi zbyt dobrego pierwszego wrażenia. Nie jest zbyt bystry, bywa irytujący, a jednocześnie jest przekonany o swojej zajebistości. Trafia do więzienia  (znajdującego się na statku kosmicznym o wdzięcznej nazwie Galaxy One) za zniszczenia, które spowodował próbując zrobić wrażenie na niezwykle inteligentnej Quinn – członkini elitarnej jednostki astronautów. Dziewczyna zupełnie nie jest zainteresowana naszym bohaterem (oczywiście, jak w takich historiach bywa – do czasu). Gary jest żałosny, ale szybko dostrzegamy jego wielką samotność. Ma w sobie jednak sporo entuzjazmu i pogody ducha. No i ciągnie go do przeżywania przygód. Ta cecha charakteru jest w Garym dość ciekawa. Antybohaterowie mają to do siebie, że po pierwsze zupełnie na bohaterów się nie nadają, po drugie – zostają nimi nie z wyboru, a konieczności (lub zbiegu okoliczności).   

Antybohater dokonuje heroicznych czynów z nieheroicznych pobudek i bardzo często nie ma ochoty zbawiać świata. Z Garym jest inaczej. Bo on faktycznie nie ma za grosz kompetencji do ratowania czegokolwiek, ale za to – ma ogromną ochotę na bycie bohaterem! Z resztą, jest to coś, co przyrzekł kiedyś swojemu tacie. Taka chęć do przeżywania przygód, nawet mimo przeciwności i wbrew własnym słabościom jest czymś co rusza mnie niezmiernie. Bardzo lubię takich bohaterów i pewnie gdyby nie wątek dość creepy stosunku Garego do Quinn, pokochałabym tego bohatera jeszcze bardziej.  

Gary Final Space

Prócz Garego w Final Space spotkamy całkiem ciekawe, aczkolewiek nieprzesadnie rozwinięte charakterologicznie postacie, z których moją (prawie) ulubioną jest HUE, czyli komputer pokładowy swoim stylem bycia nawiązujący do HAL 9000 z Odysei Kosmicznej. Ale tak naprawdę, bohaterem dla którego warto zerknąć na ten serial, jest… 

Lord Commander, czyli ten lepszy Snoke 

Obdarzony głosem samego Davida Tennanta Lord Dowódca to postać, na którą z zazdrością powinni patrzeć twórcy nowych Gwiezdnych Wojen. Może to moje starwarsowe zboczenie, ale ten obdarzony (nomen omen) mocą, nieprzewidywalny i absolutnie paskudny kurdupel to taki idealny przykład zblazowanego Lorda Sithów. Ludzie odpowiedzialni za postać Snoke’a w nowej trylogii powinni pluć sobie w brodę, że nie zdołali stworzyć takiego charakterystycznego, złowrogiego, a jednocześnie wzbudzającego śmiech osobnika.  

Rozczarowani RozczarownymiFinal Space to coś dla was!  

Zdaje sobie sprawę, że ostatnio na tapecie jest raczej produkcja twórców Futuramy, niż omawiany tutaj serial. Rozczarowani to serial o najbardziej adekwatnym tytule ever. Cytując wpis na Facebooku Mistycyzmu Popkulturowego:

 

 Jeśli więc, tak jak mnie, nie porwała was historia naigrywania się z gatunku fantasy w Disenchantment, zachęcam do obejrzenia czegoś, co bardziej niż na parodię, stawia na opowiedzenie historii. Final Space to naprawdę porządny serial w stylu space opery, który powinien umilić nam oczekiwanie na nasze ulubione kinowe przygody w kosmosie.