Gdy świat się od ciebie odwraca, ty też musisz się od niego odwrócić…i zacząć oglądać seriale.

Pogoda za oknem nie zachęca do niczego (wybaczcie więc, że nie zachęciła mnie do wymyślenia bardziej kreatywnego tematu!). Internet jest jednak takim milutkim i cieplutkim miejscem, prawda? Jeśli tu zawędrowaliście, jest nadzieja, że waszym następnym krokiem będzie puszczenie sobie fajnego serialu. Byle do świąt.
Gify to jednocześnie kolorowa ozdoba do notki i propozycje tytułów, najlepiej spełniających kryteria jesienno-zimowych wyborów serialowych. 
Jeśli lubicie okres jesienno-zimowy, wygraliście życie. Za każdym razem, widząc
pokrzepiające memy z parującym kubkiem herbaty i miękkim kocykiem, kiwam przecząco głową. NIE. Tak nie wygląda życie! Herbata i koc niestety nie zwalniają nas z normalnego funkcjonowania, lub (w moim przypadku) nędznej imitacji funkcjonowania, w chłodne oraz nieprzyjemne dni. Jeśli jednak ogarniemy nasze życie i faktycznie mamy czas zaparzyć herbatę i schować się w kokonie z kołdry, seriale są najlepszą opcją na oderwanie myśli od faktu, że ŚWIĘTA ZA PASEM, A TU NADAL NIE MA ŚNIEGU.
Nie wiem jak u was, ale u mnie w okresie jesienno-zimowym strasznie słabo z decyzyjnością. Nawet mojemu serialowemu maniactwu zdarza się przysnąć w te bardziej dobijające dni. Zanim zdecyduję się, co oglądać okazuje się, że zegar już dawno wskazuje na nieprzyzwoicie późną godzinę.
Drugim moim problemem są trudności w zaangażowaniu. Kiedy nasz środkowo-europejski klimat przytłacza mnie za bardzo, nie potrafię zmusić się do rozpoczęcia nowej, wielowątkowej i rozbudowanej na kilka sezonów historii. Wiadomo, że długie związki są dobre, ale w takich momentach wolę niezobowiązujące znajomości.
Czy więc charakteryzują się seriale, które wybieram podczas jesienno-zimowego życiowego zniechęcenia?

Kolorowe sny
 
Powstało mnóstwo teorii na temat negatywnego wpływu braku światła słonecznego na zdrowie zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Ale jakoś nikt nie rozpisał się na temat opłakanych skutków patrzenia przez prawie pół roku na świat w kolorach brudu. Tak, brak koloru za oknem przeszkadza mi nawet bardziej niż temperatura. Dlatego też seriale, którymi się wtedy faszeruję, muszą być kolorowe jak diabli!
W kategorii „Kolor” serial Gdzie pachną stokrotki (Pushing Daisies) jest u mnie na jednym ze szczytowych miejsc. 

Fangirling alert! Dodatkowym atutem Gdzie pachną stokrotki jest Lee Pace, który jest absolutnie adorable. Jeśli macie dość bad-boyów i macie ochotę na crush w miłym i umiejącym piec ciasta chłopaku, to jest to idealny wybór. 
Długość ma znaczenie
Ten punkt łączy się ściśle z moją niechęcią do wszelkich związków emocjonalnych. Po prostu wybieram seriale, których odcinki nie trwają dłużej niż pół godziny (wyjątkiem jest nieco dłuższy serial zaprezentowany powyżej). Szybki numerek. Oczywiście, jeśli chcę, mogę włączyć jeszcze pięć następnych. Ale wcale nie muszę.

I just want to have fun!

Żadnych rozbudowanych intryg. Niewiele napięcia. Tylko relaks i dobra zabawa. Choć kiedy poziom jesiennej melancholii przekroczy pewien próg, jedyne co może pomóc, to dać się pociągnąć na dno z pomocą mocnych i penetrujących ciemne strony natury człowieka dzieł. Ale to wersja, której jednak nie polecam, bo i po co się męczyć. Święta idą i powinniśmy jednak nastrajać się optymistycznie.

Galavant to serial musicalowy tak cudownie zabawny, kolorowy
i tak kreatywnie grający z konwencją, że nie sposób go nie pokochać.  
…są w życiu chwile, w których trzeba podjąć ryzyko i dać się ponieść szaleństwu. –
jak mówi nieoceniony, jeśli chodzi o mądre cytaty, Paulo Coelho. Jak już chcę się pośmiać, to lubię, gdy komedia jest oprószona absurdem. Jako miłośniczka Monty Pythona tak już mam. Nic mnie tak nie odstresowuje jak radosne rzucenie się w odmęty kolorowego i oderwanego od rzeczywistości świata przedstawionego.
Nie ma chyba bardziej zakręconego serialu, niż Pora na przygodę! (Adventure Time!). Ale powiedzieć, że to dziwny serial, to nic nie powiedzieć. Lista powodów dla których powinniście zobaczyć choć kilka odcinków jest długa. Dla mnie Kraina Ooo jest kwintesencją najdzikszych i najbardziej fascynujących zakątków wyobraźni. Jeśli macie dość szarej i smutnej rzeczywistości, to definitywnie pozycja dla was. 
Oczywiście na koniec pozostaje jeszcze jeden pomysł, bardziej na czasie – zamknąć się w pokoju, przygotować stertę marchewek (napisałabym czipsów, ale w Boże Narodzenie przyswoimy i tak za dużo kalorii, więc może nie warto przesadzać) i oglądać Gwiezdne Wojny. Ci, którzy nie widzieli mogą sprawdzić, o co tyle szumu, ci co widzieli, mogą sobie przypomnieć, zwłaszcza przed seansem kinowym. Osobiście właśnie robię rewatch klasycznych części, bo IMAX jest zawalony do samych świąt, a zobaczenie Przebudzenia Mocy gdzie indziej niż na ogromnym imaxowym ekranie jest dla mnie nie do przyjęcia.
A Wy, jakie podchodzicie do jesienno-zimowego oglądania seriali?