MINDHUNTER – czy warto zobaczyć nowy serial Netflixa. Zbiór refleksji po 1 sezonie

MINDHUNTER czy warto?

MINDHUNTER – serial Netflixa, na którego premierę czekaliśmy z niecierpliwością. Czy spełnił oczekiwania? Zbiór refleksji na temat tego, czego możecie się spodziewać po dziele Davida Finchera.

 

Czy Mindhunter to serial „dla każdego”?

Niewiele mam na swojej liście takich nowości serialowych, na które czekam z niecierpliwością. Raczej wybieram seriale na bieżąco, zwykle w wyniku rekomendacji ludzi, którzy znają się na rzeczy bardziej (albo, po prostu – szybciej oglądają). Od czasu do czasu jednak daję się wciągnąć w hype towarzyszący oczekiwaniu na pewne produkcje. Tak było z Mindhunterem. O serialu czytałam w każdym niemal artykule na temat najlepszych premier 2017 roku, zwiastun mnie zaintrygował, no i w końcu – opowieści o seryjnych mordercach zawsze na probsie, nie? Spędziłam więc weekend na binge watchingu i mogę wyrazić swój zachwyt. Lub nie.

Cóż, jeśli miałabym pisać ten tekst z intencją przekonania was do obejrzenia, to nie jestem pewna, czy będę w stanie zrobić to skutecznie. Bo wykręcanie się zdaniami typu „nie każdemu serial przypadnie do gustu”, „musicie sami się przekonać”, niewiele mówi o całości. Albo mówi – między wierszami, że serial jest średni. Bo przecież wiadomo, że jeśli coś jest genialne, to podoba się każdemu. Tak, czy nie?

Mindhunter recenzja Wanna Pełna Zombie

 

No właśnie niekoniecznie, co wyraźnie widać na przykładzie nowego Twin Peaks. Są tacy, którzy twierdzą, że Lynch popełnił arcydzieło sztuki serialowej. Taka sama ilość osób prowadziła skrupulatne zapisy ilości drzemek uciętych podczas oglądania. Albo i nie prowadziła, stwierdzając po prostu, że Twin Peaks to przerost formy nad treścią i w ogóle przereklamowana sprawa.

Z Mindhunterem jest podobnie. Nie chodzi mi o to, że te seriale mają ze sobą cokolwiek wspólnego. Bo mają niewiele (łączy je chyba tylko FBI). Raczej o to, że dostałam nie to, czego się spodziewałam. Co właściwie jest plusem produkcji – tak przynajmniej wydaje mi się z perspektywy tej niedużej ilości czasu, jaką miałam na refleksję.

Bo widzicie, sądząc po tematyce i dość mrocznym trailerze, spodziewałam się czegoś w stylu ciężkiego True Detectiva. Dostałam za to serial dość… wyważony w dostarczaniu widzom wglądu w mroki psychiki psychopatów. Serial nie przytłacza, tak jak myślałam – ba, są tam nawet sceny ocierające się o humor. Wydawało mi się, że z odcinka na odcinek będziemy coraz bardziej zanurzać się we wspomnienia najgorszych czynów, jakich dopuścić się może człowiek. Tymczasem z każdym odcinkiem dostałam mnożące się pytania i wątki do dyskusji – wcale nie bezpośrednio związane z mordercami.

 

Mindhunter recenzja Wanna Pełna Zombie
MINDHUNTER 2017, produkcja: Netflix

Czego się spodziewać odpalając serial?

Pionierskie badania Johna Douglasa, służące lepszemu profilowaniu psychologicznemu najgroźniejszych przestępców, rozpalały wyobraźnię wielu twórców filmów i seriali kryminalnych. W Mindhunterze jedna historyczna postać została zastąpiona przed dwójkę bohaterów – agentów Holdena Forda i Billa Tencha, którzy najpierw przemierzają Stany szkoląc policjantów z technik negocjacyjnych oraz przekazując wiedzę agencji federalnej pod strzechy (albo inaczej – pod dachy posterunków na prowincjach), a potem zaczynają projekt polegający na wywiadach ze sprawcami brutalnych morderstw. Projekt, który, jak każdy nowatorski pomysł, napotyka problemy natury zarówno biurokratycznej, jak i etycznej.

W tym właśnie tkwi największa zaleta, albo i największa wada serialu – w pewnym momencie główny wątek, jakim miały być wywiady z psychopatami rozprasza się, a nawet schodzi na dalszy plan. Czy już wiecie, co miałam na myśli, pisząc o tym, że nie każdemu serial przypadnie do gustu? Ci którzy spodziewali się samego mięcha, czyli fascynującego wchodzenia do umysłów morderców, będą zawiedzeni. Bo serial, owszem – pokazuje nam te rozmowy. Robi to z resztą w sposób fenomenalny – dialogi są świetne, a każdą scenę Holdena z Edem Kamperem (wygooglujcie sobie!) ogląda się z uwagą i napięciem. Jednak w serialu jest o wiele więcej. I to więcej niektórych zachwyci jeszcze bardziej, a niektórych znudzi. Wiecie, za długo siedzę na grupach serialowych na Facebooku, żeby nie wiedzieć, że za chwilę zaleją nas komentarze typu „Ten Mindhunter to przereklamowany, nudny chłam”. Ekhm. Są i tacy, którzy Grze o Tron potrafią zarzucić bycie nudną, więc już nic mnie nie dziwi.

 

Mindhunter Holden i Ed Kamper

Co oprócz rozmów z psychopatami?

Co więcej, ponad wywiady z seryjnymi mordercami, serwuje nam więc David Fincher? Przede wszystkim serwuje nam obraz amerykańskich struktur policyjnych i rządowych oraz ich flirtu z nowoczesnymi (na tamte czasy) osiągnięciami psychologii. Nasi bohaterowie – ambitny młody agent Holden i jego o wiele bardziej pragmatyczny oraz dojrzały partner Bill muszą przebić się najpierw przez beton biurokracji i ignorancji. Rozmawianie z groźnymi przestępcami, po to by lepiej zrozumieć motywy ich działań i dzięki temu szybciej łapać kolejnych morderców, wydawała się na początku stratą czasu. Przekonywanie środowiska, że taka praca ma sens, to dość duża część tej historii.

Plusem serialu są ciekawi bohaterowie, którzy muszą mierzyć się z osobistymi problemami i trudnymi dylematami, a przede wszystkim z pogodzeniem normalnego życia z ciężarem pracy, którą wykonują. I znów – dla niektórych będzie to plus, inni zaś, gdy tylko zobaczą scenę Holdena z jego dziewczyną, będą przeklinać pod nosem i przewijać do kolejnej wizyty w stanowym więzieniu. W moim odczuciu pokazywanie rodzinnego życia głównych bohaterów, tego w jaki sposób praca wpływa na ich zachowanie lub decyzje, jest świetnym elementem tej historii.

W tym sezonie uwaga została skupiona na postaci Holdena Forda, ale mam nadzieję, że w przyszłości twórcy poświęcą nieco więcej czasu Billowi i Wendy, bo ich życie również rysuje się dość interesująco. Holden, ze swoją ambicją, która powoli wpędza go w paranoję, jest bohaterem doskonale ambiwalentnym, którego determinację można podziwiać lub… być nią zaniepokojonym (czy Holden w dążeniu do swojego celu sam nie jest nieco… psychopatyczny?).

 

Czy warto oglądać MINDHUNTER

 

Nie mogę pominąć konstrukcji kobiecych bohaterek Mindhuntera. Zarówno Wendy, jak i Debbie to kobiety wychodzące poza schemat. Żyjące w końcówce lat ’70 reprezentują zmiany obyczajowe, które właśnie zaczęły dokonywać się w zachodnim świecie (mające wiele wspólnego z  ruchem hipisowskim) . W zderzeniu z konserwatywnym i bardzo męskim towarzystwem policji i FBI to one wpływają na zmiany w postrzeganiu niektórych spraw przez naszych bohaterów. Bo ważnym tematem tej historii jest oddzielenie prawdziwych dewiacji od tych, które dewiacjami są tylko w purytańskich umysłach. Czy słowo cipka powinno być na liście słów zakazanych podczas szkoleń? Czy fakt noszenia przez mężczyznę damskich butów musi świadczyć o niebezpiecznych zaburzeniach? Kobiety w Mindhunterze otwierają męskim bohaterom oczy i wyprowadzają ich z zero-jedynkowego podejścia do świata.

Ostatnią kwestią, która wydaje mi się warta uwagi, jest problem zdobywania zeznań od podejrzanych o morderstwa. Ford i Tench nie tylko przeprowadzają wywiady z seryjnymi zabójcami. Zaczynają też wykorzystywać swoje obserwacje do pomocy w lokalnych sprawach kryminalnych. Mamy więc kilka scen, w których agenci swoją wiedzę o działaniu psychopatów wykorzystują w przesłuchaniach. Pewnie etyczność tego typu manipulowania przesłuchanym (np. przygotowanie grubszych akt, przyniesienie do pokoju narzędzia zbrodni i ubrania ofiary), zupełnie by mi umknęła, ale akurat oglądam na Netflixie Taśmy Winy. Polecam ten dokument, opowiadający o dyskusyjnych metodach zdobywania obciążających zeznań od podejrzanych. Po kilku odcinkach z przerażeniem odkryjecie, jak łatwo jest, za pomocą kilku technik psychomanipulacyjnych skłonić człowieka do przyznania się do rzeczy, których nigdy nie zrobił. Zbaczam nieco z tematu, wybaczcie. Rzecz jednak w tym, że zagadnienie etyki zawodowej w tego typu pracy (do czego np. może posunąć się agent, by zachęcić osadzonego do rozmowy) to również element, którego podczas oglądania Mindhuntera nie można zignorować i który daje duże pole do przemyśleń.

 

Czy warto obejrzeć Mindhuntera?

OK., czy więc warto obejrzeć Mindhuntera? Jeśli jesteście z tych, którzy lubią zarzucać serialom to, że są „przegadane” to lojalnie uprzedzam i walę prosto z mostu – nie oglądajcie. Nie znajdziecie tu pościgów, wybuchów, brutalnych morderstw (chyba, że w opowieściach i na zdjęciach) i efektownych policyjnych akcji. Ten serial opiera się na gadaniu. Jeśli jednak lubicie dobre dialogi i mnożące się w waszych głowach rozkminy na temat natury zła, wymiaru sprawiedliwości, zmian obyczajowych, rodzących się obsesji, zbyt wielkich ambicji, które zaczynają zżerać od środka, wpływu psychologii na kryminalistykę i wielu, wielu innych, to z czystym sumieniem polecam.

 

Oczywiście – dajcie znać, co wy myślicie o Mindhunterze. Czekacie już na 2 sezon? Piszcie!

 

  • Gdy usłyszałam o tym serialu, to spodziewałam się przede wszystkim zagłębiania się w psychikę psychopatów, czyli coś, co dla mnie jest szalenie interesujące (akurat czytam książkę Ronsona na ten temat). Jednak skoro ten wątek momentami leży… Cóż, dam temu szansę, ale postaram się nieco zmniejszyć swoje oczekiwania.

  • Joanna Miłkowska-Rębowska

    Z ciekawości, po lekturze recenzji, spróbuję.

  • Izabela Joanna Sarna

    Mało oglądam TV, ale zaintrygował mnie ten opis. Może zainwestuję w końcu w NetfliXa????

  • Ciekawe spostrzeżenie na temat kobiecych bohaterek 🙂 Chociaż przyznam, że Debbie ze swoim zblazowaniem wzbudzała we mnie szczególną irytację. Co do serialu, to zdecydowanie warty uwagi, choć skierowany raczej do dotychczasowych fanów twórczości Finchera. Ten dość statyczny sposób prowadzenia narracji wielu pewnie odrzuci po pierwszych odcinkach, ale jeśli ktoś interesuje się tematyką to na pewno się nie zawiedzie.