Ten ostatni wpis, czyli podsumowanie 2016 roku

Postanowiłam spędzić sylwestra kameralnie i bez imprez, z butelką whisky, Netflixem i zapiekanką serowo-mięsną z powtykanymi w nią nachosami. Pomyślałam sobie, że w ramach rozrywki zrobię krótkie podsumowanie roku. Takie popkulturowe.

 

Rok bez fangirlowego szału

 

Albo mam straszną sklerozę, albo nie napotkałam w tym roku niczego, co zawładnęłoby moją wyobraźnią i o czym mogłabym powiedzieć, że zostanie za mną na długie lata (takim czymś był dla mnie np. Supernatural). Żadnego serialu nie pokochałam miłością dozgonną i płomienną, nie dołączyłam do nowego fandomu.

 

I to naprawdę nie to, że się starzeję czy marudzę, albo jestem zbyt wymagająca. Moje popkulturowe gusta są raczej mainstreamowe i  ekscytuję się zazwyczaj tym, czym ekscytują się miliony. Jednak mam wrażenie, że w tym roku nie narodziło się nic, czym chciałabym sobie wytapetować pokój.

 

Nie jest oczywiście tak, że mijający rok okazał się popkulturowo słaby. Było mnóstwo cudownych rzeczy, stojących na bardzo wysokim poziomie – Westworld, Civil War, Rogue One, Preacher (wiem, kwestia sporna, ale mnie serial bardzo się podobał!)… Ale pewnie doskonale wiecie, o co mi chodzi – czym innym jest powiedzieć sobie tonem znawcy kultury „To było bardzo dobre dzieło, milordzie”, a czym innym jest wypisywać na tumblrze pełne zachwytu „asdfghj!!!”.

 

Oczywiście Civil War, czy Łotr to filmy, które zaliczają się do moich wielkich popkulturowych miłości, ale jednak w ramach pewnej dużej rodziny  – były przecież kontynuacjami historii, które znamy i cenimy. Więc, chociaż mój entuzjazm wobec nich był wielki, to nie są jednak w stanie nasycić mojego głodu nowości, dla których moje fangirlowe serce zabije mocniej.

 

Ok, ten wstęp był przydługi i zdecydowanie za dużo w nim marudzenia. Jeśli w tym roku trafiliście na coś, co wywołało w was gorące uczucia, koniecznie dajcie znać w komentarzach!

 

Życzę sobie i Wam, by 2017 rok był pełen takich seriali, filmów, komiksów i książek, byśmy cały czas czuli w sobie fandomową radość!

 

A teraz podsumowanie 2016 roku wg. Wanny Pełnej Zombie:

 

Najlepszy serial 2016: Westworld

 

Detail #westworld #illustration

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Berkay Daglar (@berkaydaglar)

 

Wannowe odkrycie serialowe: Rick&Morty

 

Najlepszy film: Rogue One i Captain America: Civil War

 

 

 

Rozczarowanie roku: DC Cinematic Universe

 

 

Najlepsza popkulturowa inwestycja: Netflix

 

 

Fangirlowy moment 2016: Loki na planie “Ragnaroku”

 

 

Popkulturowe wydarzenie: Wannowa prelekcja na Pyrkonie

 

 

Najchętniej czytany wpis w roku 2016 na Wannie Pełnej Zombie: Popkulturowe marzenia, które się nie spełnią

 

  • Mam z poprzednim rokiem podobnie, myślałam, że to pewnie przez hormony ale może jest coś “grubszego” na rzeczy, za to 2017 zaczął się od genialnego “Tabu” i oby to była wróżba na resztę roku 🙂
    A sylwester z “z butelką whisky, Netflixem i zapiekanką serowo-mięsną z powtykanymi w nią nachosami”- wow, jaki genialny sylwester! – bez cienia ironii 😀

    • Z perspektywy czasu nie żałuję – to był naprawdę fajny Sylwester! Taboo natomiast czeka na swoją kolej – dużo dobrego słyszałam no i kto wie, może przekonam się do Toma H? (nie TEGO Toma!). A tak w ogóle – bardzo miło Cię tu widzieć!

      • Ach, to Ty jesteś z tych nie przekonanych do Toma H. (nie tego oczywiście) 😉 Mnie nie trzeba było przekonywać, serial ma swoje niedociągnięcia ale drobne i w niczym nie umniejszające frajdy z oglądania. A jestem, jestem, będę częściej bywać (matko co za konstrukcja zdaniowa) 😉