Czy Beyoncé może uratować świat przed Apokalipsą? Recenzja Crazyhead

Każdy szanujący się miłośnik popkultury musi czasem obejrzeć brytyjski serial. Wiecie, żeby się odchamić. Albo wręcz przeciwnie. U mnie – padło na Crazyhead. Czy warto?

 

Zrobiłam sobie ostatnio popkulturowo-feministyczny rachunek sumienia i ze wstydem stwierdziłam, że jak na osobę, która życzyłaby sobie różnorodności w kinie popcornowym i która tak gorąco kibicuje każdej bohaterce, uciekającej od stereotypizacji, oglądam skandalicznie mało seriali z kobietami w rolach głównych. Postanowiłam poprawę i tak, przypadkiem, trafiłam na netflixowe Crazyhead.

 

Jeśli przed laty polubiliście Misfits, serial o grupie problematycznej młodzieży z absurdalnymi supermocami, to Crazyhead także powinno trafić w wasz gust. W końcu oba seriale łączy ten sam twórca – Howard Overman.

 

Widzieliście Misfits? Jeśli nie, koniecznie nadróbcie to karygodne zaniedbanie! credit: ©Channel4

 

Tym razem mamy do czynienia z dwiema dziewczynami i bandą demonów. Brzmi jak genderswiftowa podróba Supernatural? Ee tam. Serial naprawdę wymiata! Bohaterkami serialu są Amy i Raquel – mają po dwadzieścia kilka lat i… to właściwie tyle, jeśli chodzi o podobieństwa. Na pierwszy rzut oka. Szybko bowiem okazuje się, że dziewczęta łączy pewna nadnaturalna przypadłość – umiejętność rozpoznawania demonów w normalnych na pozór jednostkach. Ale niecodzienny dar to nie wszystko. Popkultura wie, że nic tak dobrze nie inicjuje przyjaźni na śmierć i życie niż… wspólne zacieranie śladów zbrodni. I tak właśnie zaczyna się ta historia.

 

Klimatem i poczuciem humoru Crazyhead zbliża się do wspomnianego Misfits, głównie za sprawą postaci Raquel, której charakter najlepiej oddaje angielski termin socially awkward oraz Jake’a – przyjaciela Amy, który pomaga dziewczynom w potyczkach z demonami, a przy okazji w sposób zabawnie żenujący próbuje wyjść z mitycznej strefy friendzone.

 

Wiadomo, nie ma to jak zainicjować nową znajomość wspólnym chowaniem trupa!

 

Z resztą motyw nietypowych i niemożliwych na pierwszy rzut oka przyjaźni, także widzieliśmy już w serialu Overmana. To, co wyróżnia Crazyhead to jednak odwołania do tradycji z nieco innych zakątków popkultury – np. klasycznej już serii Buffy: Postrach Wampirów.

 

Mamy więc dzielne łowczynie i demony próbujące otworzyć bramy piekieł (znamy to z Supernatural). Mamy strukturę dramatyczno-komediową. Mamy potwory oraz motyw romansu między dziewczyną a istotą nie będącą człowiekiem (jednak jego rozwiązanie to granie na nosie całej konwencji). Ale to, co w serialu najważniejsze leży zupełnie gdzie indziej.

 

Tylko Amy i Raquel potrafią dostrzec demony

 

Mam wrażenie, że nadal zbyt rzadko eksploruje się w popkulturze motyw przyjaźni między kobietami. Przyjaźni silnej, szczerej i potrafiącej konkurować np. z uczuciami o matrymonialnym zabarwieniu. Nazbyt często kobiety są pokazywane bardziej jako rywalki pełne nie do końca dobrych intencji niż partnerki, które potrafią wspierać się i współpracować. Nic więc dziwnego, że to, co w Crazyhead momentalnie pokochałam, to relacje między Raquel i Amy.

 

Cały serial, pod warstwą nadprzyrodzonej historii o demonicznej chęci dominacji nad światem, opowiada o mocy kobiecej przyjaźni. Oczywiście, głównym celem demonów jest rozpętanie apokalipsy, ale niemal cały swój wątek poświęcają na próby rozdzielenia głównych bohaterek. Doskonale bowiem wiedzą, że w duecie Amy i Raquel stanowią poważne zagrożenie dla ich planów.

 

To, co także gra w serialu, to przeplatanie się nadprzyrodzonych wątków z codziennym życiem młodych kobiet. Amy pracuje na kręgielni, Raquel uczy się przełamywać nieśmiałość i nieufność wobec facetów. Ogromnie lubię seriale, gdzie relacje międzyludzkie są pokazane w tak naturalny sposób, bez moralizatorskiego tonu. W Crazyhead można iść do łóżka z chłopakiem na pierwszej randce i wcale nie mieć z tego powodu ani problemów, ani wyrzutów sumienia. Ba, można potem normalnie z tym facetem się spotykać, mając na karku przyjaciela-adoratora. Ale nie życiową dramę.

 

Raquel, Jake, Amy i Tylor

 

Jeśli macie ochotę na serial o dużym ładunku girl power, lubicie seriale z demonami (a jednego z nich gra Tony Curran – który zawsze będzie mi się kojarzył z van Goghiem z Doctora Who) a dodatkowo rechoczecie przy żartach rodem z Misfits, to zdecydowanie powinniście sprawdzić Crazyhead. Gwarantuję, że nie pożałujecie!

__________________________________________

Photo Credit:© Channel 4/Netflix

 

 

  • Jakim cudem nie czytałam o tym wcześniej? 😀 Misfits kochałam całym serduszkiem.

    • Mam wrażenie, że mimo dostępności na polskim Netflixie, Crazyhead to serial mało znany. A już szczególnie u nas. Mogłaś więc nie trafić na żadną recenzję. Do teraz 😉 Koniecznie daj znać, czy Ci się spodoba!

  • „Misfits” uwielbiałem (no może oprócz ostatniego sezonu)! O tym serialu pierwsze słyszę, a Netflixa mam już od jakiegoś czasu… Trzeba nadrobić, a już szczególnie po takiej rekomendacji!

    • Daj znać, czy Ci się podobało!