Stan czytelnictwa 2016. Komentarz czytelnika emocjonalnie zdystansowanego

Wyniki badań Biblioteki Narodowej dotyczących czytelnictwa to doskonała okazja, żeby w końcu… coś napisać. Zapraszam więc do podniesienia osobistych statystyk i przeczytania komentarza kogoś, kto zaliczyć się może do wyodrębnionej w raporcie grupy czytelników emocjonalnie zdystansowanych.

 

Czytanie jest fajne i warto o tym mówić!

 

Polacy nie czytają książek! Od ilu lat  czytamy (nomen omen) takie nagłówki w prasie i w Internecie? Ano tak. Nie czytają. Co gorsza, jak już czytają to 50 twarzy Greya. Czy powinniśmy spędzić najbliższe dni na udostępnianiu pretensjonalnych tekstów z fanpage’a Nie czytasz, nie idę z tobą do łóżka? A może nasze leżące po lewej serca powinny rwać się do zmiany świata i pracy u podstaw?

 

Jak słusznie zauważono w raporcie, do którego link zostawiam wam na końcu artykułu, to środowisko a nie poziom wykształcenia wpływa na czytelnictwo. Co to oznacza w praktyce? Jeśli Jasiu i Andżela podsłuchają na szkolnym korytarzu grupę popularnych w klasie znajomych rozmawiających o książce, to być może ich wzrok zatrzyma się na witrynie księgarni. Jeśli młody pracownik biurowy na przerwie kawowej będzie wysłuchiwał, jaki to nowy Twardoch jest dobry, to może zadziała u niego potrzeba przynależności do grupy i… również sięgnie po książkę?

 

Nie wiem, może naiwny ze mnie człowiek. Albo moje konformistyczne nastawienie bierze górę nad zdrowym rozsądkiem – zdarzyło mi się bowiem przeczytać to i owo, bo w moim kręgu znajomych po prostu „nie wypadało” czegoś nie znać. Bo bałam się, że wyjdę na głąba. Może dzisiaj, w dobie nieskrępowanego niczym kretynizmu internetowych komentatorów nikt już nie odczuwa tego typu lęku.

 

Jakiś czas temu na profilu blogera książkowego zobaczyłam podobny obrazek z podpisem „O boże, ile książek! <3”. Tak, drodzy moi. To jest biblioteka i zaiste, jest tam dużo książek.

 

Problem z piętnowaniem ludzi nieczytających jest taki, że

  1. Generalnie ludzi nie powinno się piętnować
  2. Jeśli powiesz komuś kto nie czyta, że jest z tego powodu idiotą, to najpewniej nic to nie da
  3. Nie mówiąc już o tym, że czytanie samo w sobie jest dość przeceniane

 

Czytanie nie czyni z ciebie intelektualisty

 

Mam takie podejrzenia, że ludzie którzy chełpią się swoim czytelnictwem (ostentacyjnie dzieląc się w mediach społecznościowych infantylnymi grafikami przedstawiającymi zakopanego pod stertą książek mola książkowego , który nie potrafi oderwać się od lektury nawet na siku) zwykle wybierają lektury wartości dyskusyjnej. Kompulsywne pochłanianie wszystkiego, co drukarnia wyprodukowała może zrobić z mózgu papkę. Kto choć raz oglądał na YouTubie Złe książki wie, o co mi chodzi.

 

Oczywiście, można uznać że ktoś, kto przeczytał 50 twarzy Greya po czasie zacznie sięgać po coraz lepsze lektury. Tyle że… na świecie jest tyle złych i dobrze sprzedających się książek, że naprawdę, wybaczcie pesymizm, ale szczerze w to wątpię.

 

Czytanie samo w sobie nie jest dobre ani złe. Wiem, że nie jest to wcale myśl oryginalna, ale wolę już kogoś kto nie czyta, ale za to ogląda dobre seriale, niż czytelnika Katarzyny Michalak.

 

Gdzie są ukryte dobre historie?

 

Chociaż uczestnicy badania pochodzą z różnych miejsc, mają różne zajęcia i są w różnym wieku, można w ciemno powiedzieć że coś ich łączy. Są ludźmi. A jeśli są ludźmi, to znaczy że lubią opowieści. Pociąg do słuchania i opowiadania tkwi w nas od początku świata. I mają go nawet ci, którzy czują wstręt do zadrukowanych czarnymi szlaczkami kartek. Gdzie więc nasycają swój głód opowieści? Przed telewizorem, oczywiście. Bo wiecie, na czytanie wzrok zawsze jest trochę za słaby. Na wieczorny seans M jak Miłość – nigdy!

 

Rozsądzając odwieczne spory – to też jest książka, nawet jeśli nie pachnie drukiem.

 

Seriale dostarczają nam historii. Nasycają ich głód. Perypetie bohaterów rozbudzają wyobraźnię, podkręcają empatię i uczą. Mają moc zmieniania światopoglądów. Dlatego, jeśli twoi rodzice lub dziadkowie zaliczają się do tych nieczytających – pokaż im przynajmniej jakiś dobry serial.

 

Muszę się wam do czegoś przyznać. Zauważyłam że coraz częściej w poszukiwaniu opowieści raczej włączam Netflixa niż otwieram książkę. Liczba przeczytanych przeze mnie powieści spadła, chociaż pewności nie mam, bo nie jestem wprawnym badaczem własnego czytelnictwa. Czytuję literaturę naukową, reportaże i książki branżowe, dzięki którym rozwijam się zawodowo. No i mnóstwo Internetów.  Głębokich przeżyć i emocjonalnych uniesień szukam, jak wielu literackich ignorantów – przed ekranem. Kiedyś czułam się z tym źle. Ale potem przestałam fetyszyzować czytanie i już mi lepiej.

 

Nie czytamy – i co z tego?

 

Każdorazowo po ogłoszeniu raportu o poziomie czytelnictwa ludzie dzielą się na trzy grupy:

  1. Tych, których ego w tym dniu puchnie niczym męskość Christiana Greya na 200 stronie wiekopomnego dzieła E.L James
  2. Tych, którzy drążą i analizują system, który doprowadził do tak tragicznego stanu rzeczy
  3. Tych, którzy mają to centralnie gdzieś, bo albo nie czytają wcale i dlatego nie przeczytali wyników, albo czytają za dużo i nie mają czasu na pierdoły typu siedzenie w necie i wypatrywanie raportów czytelnictwa

 

Czy możemy coś zrobić, by pomóc naszym nieczytającym znajomym i rodzinie? Śmiem twierdzić, że niewiele zdziałamy  posądzając ich o analfabetyzm i odsądzając od wszelkiej czci i wiary. Lepszym sposobem na przekonanie kogoś do lektury jest po prostu rozmowa o książkach, o tym co nam daje DOBRA literatura i dlaczego ta zła jest zła. A bardziej opornym polecam podrzucić jakiś dobry serial.

 

Link do raportu tutaj: Stan czytelnictwa w Polsce 2016

 

  • Na wyniki badań zawsze patrzę z przymrużeniem oka, bo według nich polski czytelnik to dziadek (ewentualnie gimnazjalista, bo tylko oni sięgają po Sienkiewicza – jeden z sentymentu, drugi – z przymusu), a polska czytelniczka to znudzona monotonią życia kura domowa. No super odzwierciedlenie rzeczywistości po prostu.
    Problem w Polsce polega na tym, że mamy albo ludzi, którzy nie czytają w ogóle, albo którzy poza książkami świata nie widzą. Trudno znaleźć coś pomiędzy. Mnie do czytania nigdy nie trzeba było namawiać, więc trudno spojrzeć mi na sytuację oczami człowieka, który nie czyta. Zakładam, że w dużej mierze jest to lenistwo, nie to, żeby było w nim coś złego, po prostu obejrzenie serialu czy filmu jest mniej męczące po całym dniu pracy niż przeczytanie książki. Moja mama bardzo chciałaby czytać, niestety może sobie pozwolić co najwyżej na harlequiny albo gazety z opowieściami „z życia wziętymi”, bo brakuje jej czasu na długie czytadła. Moja babcia chciałaby czytać, ale już wzrok nie ten. Myślę, że w dużej mierze jest to kwestia takiego, a nie innego trybu życia. No i zniechęcania dzieci lekturami, bo w podstawówce jeszcze są one całkiem ciekawe, ale gimnazjum i liceum to już katorga, też nie zachęca.

    • Och, to jest w ogóle temat rzeka – wychowywanie się w domu bez książek, edukacja która czyni czytanie przykrym obowiązkiem, brak czasu albo wykluczenie społeczne, które każe uważać czytanie za snobistyczne zajęcie zepsutych elit. Powodów nieczytania jest mnóstwo, ale jak słusznie zauważono w artykule na stronie Polityki, co roku raport jest powodem do narzekań na Polaków, jednak z tego narzekania nic nie wynika – nie ma akcji promujących, programów telewizyjnych, niczego co mogłoby ten stan rzeczy poprawić. (link do art. http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/1702458,1,sa-wyniki-czytelnictwa-za-2016-rok-i-znowu-nic-z-nich-nie-wynika.read).

      Zgadzam się z tym co napisałaś – trudno znaleźć coś pomiędzy nieczytającymi a molami książkowymi. Chociaż tu właśnie wchodzi mój tytułowy czytelnik emocjonalnie zdystansowany – to ten, który sięga po książki, ale trudno mu odpowiedzieć na pytanie czy właściwie lubi czytać.

      Zawsze uważałam pytanie „czy lubisz czytać?” za dziwne, bo po prostu nie widzę w tej umiejętności czegoś z gruntu przyjemnego lub nie (no chyba, że ktoś ma problemy ze wzrokiem i odczuwa przykre dolegliwości w trakcie). To tak jak z pytaniem „czy lubisz chodzić?” No ale gdzie? Jak długo? W jakich butach i okolicznościach przyrody? Lubię czytać rzeczy, które mnie interesują. Nie lubię czytać rzeczy, które mnie nie interesują. Dlatego uważam, że każdy może w literaturze znaleźć coś dla siebie, tylko trzeba mieć szansę zacząć. To trochę tak, jak z uprawianiem sportu. W końcu książki ćwiczą umysł. Po prostu trzeba wyrobić sobie pewne nawyki. Da się to zrobić, ale jeśli nie wynosimy ich z domu, jest o wiele trudniej. Wiem po sobie, bo nikt w mojej rodzinie nie jest specjalnym molem książkowym, ale książki zawsze były i to wystarczyło, bym się nauczyła że są wartościowe.

  • A mnie zawsze wnerwia stwierdzenie, że młodzi nie czytają. BULLSHIT. Bardzo dużo młodzieży czyta i nie tylko lektury. Jak mieliśmy badania o nawyki czytelnictwa, ponad 60% przyznała, że ma potrzebę czytania i lubi czytać. Często rozmawiamy o książkach i to nie o zmierzchu czy PLL. Takie marudzenie zawsze mnie irytuje. meh.

  • Ja mam znajomych, którzy nie czytają, bo nie lubią, męczy ich patrzenie w literki, ciekawa jestem co by było gdyby kupić im audiobook czy to coś by zmieniło….

    • Nikt_Ważny

      Audioteka robi ciekawe słuchowiska, jeżeli coś miałoby chwycić to byłoby to.