ZOMBIES HATE FAST FOOD! Popkulturowa motywacja do ćwiczeń

Czy popkultura może nas zmotywować do czegoś więcej, niż siedzenia na kanapie i oglądania kolejnego odcinka serialu? Jeśli uruchomimy wyobraźnię, zmienimy nieco perspektywę i nie będziemy traktować życia bardzo poważnie – jak najbardziej TAK!

Początek roku to czas snucia planów. Może i nie chcemy diametralnie zmieniać swojego życia, ale jedna, czy dwie pozytywne zmiany? Czemu nie! Osobiście wystrzegam się spisywania moich noworocznych postanowień, bo w Sylwestra zostaje mi tylko wstyd i rozczarowanie (oraz nerwowe skreślenie nagłówka i zaktualizowanie go na następny rok).
A ponieważ cały czas mam w głowie statki kosmiczne i gwiazdy śmierci, uznałam, że najlepiej posłuchać mistrza Jody:
Tym mottem mam ochotę wytapetować sobie ściany.
Jednym z najczęstszych postanowień, totalnie wyświechtanym a jednak (niestety!) zawsze aktualnym, jest odchudzanie. Tak, kto nigdy nie obiecywał sobie zrzucić kilku kilo w nowym roku, niech pierwszy rzuci kamień! Gdybym w ćwiczeniach była tak systematyczna, jak w obiecywaniu sobie, że kiedyś będę miała figurę Scarlett Johansson, to…pewnie bym ją miała. Nooaale.
Motywacja zawsze była moją piętą achillesową. Dlatego dziś postanowiłam podzielić się z wami moim ulubionym popkulturowym impulsem do wstania z kanapy.
Czego będziemy potrzebować?
  • Nieco myślenia abstrakcyjnego 
  • Szczypty poczucia humoru i dystansu
  • Psychicznej łączności z naszymi ulubionymi bohaterami
We wspomnianej kiedyś przeze mnie książce Zombie Survival (recenzję znajdziecie TUTAJ), możemy kilkakrotnie przeczytać, jak ważne jest zachowywanie naszego ciała w najwyższej formie (wszak ciało jest twoją najlepszą bronią!). Pamiętacie Otisa z The Walking Dead? Nie dość, że bidulek miał pecha być kompanem Shane’a podczas wyprawy po leki (cóż, Shane nie jest przykładem dobrego kumpla), to jeszcze jego postura, delikatnie mówiąc – nie sprzyjała powodzeniu misji.
Zgadnijcie, kto wyjdzie z tej wyprawy cało?
Apokalipsa zombie – jakkolwiek abstrakcyjnie brzmi to hasło, jest niezłą motywacją do ruszenia tyłka. Wystarczy najpierw – ruszyć głową i wyobrazić sobie, co by było, gdybyśmy obudzili się kiedyś w świecie opanowanym przez żywe trupy.
Scenka rodzajowa:
Do drzwi dobija się horda zombie, w pośpiechu szukacie jakiejś broni. Nóż? A może łom? Jedno spojrzenie w stronę okna i już wiecie, że walka nie ma sensu. Trzeba uciekać. Na szczęście dom posiada tylne wyjście! Kamień spada wam z serca. Zbieracie pospiesznie do plecaka najpotrzebniejsze rzeczy, bierzecie głęboki oddech i otwieracie tylne drzwi. Grupa zombie już tam jest. Nie macie jednak wyjścia – słyszycie, że pierwsze trupy dostały się już do domu. Zaczynacie biec…
 
…po 2 minutach dostajecie zadyszki. Po trzech kłuje was w boku. Oglądacie się za siebie – tak, grupa szwendaczy doskonale wyczuła świeże mięsko. Wychodzą ze wszystkich stron! Przyspieszacie, ale już po kolejnej minucie nie możecie złapać tchu, a nogi odmawiają wam posłuszeństwa. Ostatnią myślą, jaka rodzi się w waszej głowie, nim czujecie zęby zombiaka na waszej szyi jest „A mogłam/em trenować!”
Kurtyna!
Niemal w każdym filmie i serialu o zombiaczej tematyce można zauważyć pewną prawidłowość – przeżywają ci, którzy potrafią biegać, wspinać się, podciągać i chować się pod auta/łóżka etc. Konkluzja jest więc prosta – warto być w formie. Na wszelki wypadek.
 

Przygotowania do zombie apokalipsy mogą być nie tylko niezłym dopełnieniem leżenia na kanapie i chłonięcia kolejnych odcinków The Walking Dead. Ale także – mogą poszerzać wiedzę i podnosić nasz level radzenia sobie w życiu. Bo przecież plany na wypadek zombiaczej epidemii nie sprowadzają się tylko do ćwiczeń. Warto dodatkowo wiedzieć, jak poradzić sobie bez prądu, jakie rośliny występujące w naszym klimacie można spokojnie zjeść, jak uzdatnić do picia wodę itp.

Gdyby jednak apokalipsa zombie nie nastąpiła, nasza wiedza i wysiłki na pewno się nie zmarnują. Przecież każdemu może się zdarzyć burza w trakcie wycieczki w góry. A wtedy – głupia zajawka na zombie może uczynić z nas superbohatera!

źródło: www.pinerest.com
Wielką zaletą tego  typu motywacji jest odsunięcie obsesyjnej myśli o naszym wyglądzie. O wiele lepiej się ćwiczy, nie powtarzając sobie w myślach „muszę schudnąć!”. Za to już wyszeptane z pełnym determinacji uśmieszkiem „muszę być w formie, kiedy się zacznie!” doskonale dystansuje nas od negatywnego myślenia na swój własny temat (kompleksy na dłuższą metę nie są dobrą motywacją – zawsze z czasem nas pokonują!) a w zamian proponuje podjęcie pewnego rodzaju gry (ba, kto chce może to nawet potraktować jak LARP!).
Jeśli nie przekonuje was zombiacza motywacja, możecie wybrać inną – ważne by była bliska waszym popkulturowym fascynacjom! Zazwyczaj każda wielka przygoda, w każdym wyobrażonym uniwersum, wymaga biegania (zazwyczaj ucieczki!) i ogólnej sprawności fizycznej. Jeśli kiedyś zdarzyłoby wam się spotkać na swojej drodze Doctora, który chwyciłby was za rękę z okrzykiem „Basically run!”, głupio byłoby nie nadążyć, prawda?
Jaka fikcyjna postać mogłaby zostać waszym osobistym trenerem i w jakim uniwersum forma przydaje się najbardziej? Jestem bardzo ciekawa waszych przemyśleń!