Thor: Ragnarok – oczekiwania i spekulacje

Moje popkulturowe życie toczy się od jednej premiery nowego filmu Marvela do następnej. I chociaż cieszę się na każdy obraz spółki Marvel&Disney, to nie ulega wątpliwości, jaka seria wywołuje u mnie największą falę fangirlowych emocji.

 

Filmy o Thorze może i nie są majstersztykiem, ba – przez wielu fanów uważane są za najsłabsze z całego MCU, ale co tam! Ja darzę je ogromnym sentymentem i sympatią. Because of reasons. Dlatego zamiast dywagować o Doctorze Strange lub Spider-Manie – filmach, których premiery są zdecydowanie bliżej w rozkładzie jazdy, skupię się na tym, co wiemy o trzeciej części Thora.

 

Na szczęście, nie musimy już tęsknie wypatrywać trailerów, żeby mieć szansę zobaczenia naszych starych, asgardzkich znajomych. Właściwie – w dzisiejszym świecie nic już się nie ukryje i możemy być pewni, że wszelkie miejsca w których zjawi się ekipa kręcąca film, będą starannie obfotografowane oraz sfilmowane. I tak oto możemy podziwiać braci Odinsonów spacerujących sobie po Midgardzie. Ach, każde fangirlowe serce zabiło mocniej, a my spędzałyśmy drogocenny czas (który można było pewnie spożytkować efektywniej – ale kto by się tym przejmował) na wpatrywaniu się w nową odsłonę perfekcji, której na imię Loki (Eeeee… przesadziłam? Powiedzcie, że nie)!

 

Loki w garniaku? To powinien być żelazny punkt każdej marvelowskiej produkcji!

 

Powrót Lokiego musi cieszyć każdego fana MCU, nie tylko takie beznadziejne przypadki, jak mój. Wszak trudno się nie zgodzić, że brat Thora to postać niezwykle fascynująca, wielowymiarowa i po prostu dobrze napisana (oraz zagrana). Oglądanie Tomasza w jego boskim wydaniu (hłe, hłe – które wydanie Toma nie jest boskie?) to zawsze ogromna przyjemność. But I digress…

 

Oczywiście niewiele wiadomo jeszcze o fabule Ragnaroku.Docierają do nas strzępki, które na razie nie układają się (przynajmniej w mojej głowie) w jakąś sensowną całość. Przede wszystkim znamy tytuł, reżysera, a także obsadę. I z takich kawałków układanki można już spróbować coś ułożyć, prawda?

 

Ragnarok – czyli co nas czeka w trzecim Thorze?

 

Podtytuł filmu sugeruje wielkie komiksowe (a zaczerpnięte wprost z mitologii) wydarzenie, jakim jest Ragnarok – zmierzch bogów, koniec asgardzkiego świata, który sprowadzić ma nie kto inny, a nasz ulubiony czarnowłosy trickster. Ragnarok means business – zawsze zmienia mocno obraz Asgardu w komiksach oraz odmienia losy bohaterów (niektórzy z nich, jak Loki – przyjmują np. zupełnie nową postać). Wszystko gra – w końcu atmosferę schyłkowości, widmo katastrofy wyczuć można w filmach MCU już od jakiegoś czasu (niemal czujemy oddech Thanosa na karku!). Do wielkiego rozwiązania w Infinity War wszystko powinno iść teraz w życiu naszych bohaterów źle. I Ragnarok doskonale tu pasuje. Ale! Ale!

 

To, co do tej pory wiemy o filmie zupełnie nie pasuje do doniosłości wydarzenia, jakim jest Ragnarok. Reżyserem widowiska jest Taika Waititi. Nowozelandzkiego twórcę możemy kojarzyć z filmu Co robimy w ukryciu, gdzie odkrywał przed nami życie współczesnych wampirów. Jeśli jakimś cudem nie widzieliście – to koniecznie nadrabiajcie – bo to kawał oryginalnej, niszowej i jakościowo wspaniałej rozrywki. I…chociażby z tego powodu Waititi nie pasuje mi do asgardzkiego blockbustera. Widzicie, jak bardzo nie lubię pompatyczności w superbohaterskich filmach, tak akurat w Thorze uważam ją za element niezbędny.

 

Wbrew wcześniejszym plotkom, Antony Hopkins kolejny raz wcieli się w rolę najgorszego (wszech)ojca w MCU.

 

Historie asgardzkie mają być poważne, mocno stylizowane i szekspirowskie! Rzekłam.

 

Kiedy więc przeczytałam, że w Ragnaroku będzie Hulk, a potem, że będzie to buddy movie Thora i Bannera, na mojej twarzy zagościło wielkie WTF. I żeby była jasność – moje narzekania wcale nie są spowodowane głębokim przekonaniem, że w tej formie film będzie niewypałem. Co to, to nie – za bardzo ufam ludziom z Marvel Cinematic Universe, żeby spisywać jakikolwiek ich film na straty (Hej! Udało im się nawet z kosmicznym szopem!). Po prostu widzę jak na dłoni, że to wszystko zupełnie rozmija się z moimi oczekiwaniami. Nie mam pojęcia, jak w film opisywany przez ludzi związanych z produkcją jako bardzo humorystyczny, kumpelski film drogi wcisnąć wielki kataklizm zmierzchu bogów.

 

Chyba, że… Ragnarok wcale nie jest wydarzeniem!

 

W 2006 roku, w komiksie Civil War pojawiła się pewna postać, właśnie Ragnarokiem zwana. Została stworzona przez Tonego Starka oraz Hanka Pyma jako klon samego Thora. I, jak to z takimi wynalazkami bywa – wymknęła się spod kontroli stając się superłotrem! Oczywiście, takie rozwiązanie w filmie nie trzyma się kupy. Bo po jakiego grzyba Tony miałby tworzyć klon Thora? Z drugiej zaś strony – założenie, że nadchodzący Ragnarok wcale nie jest tym, czym nam się wydaje to kusząca i przewrotna opcja.

 

Nie mam pojęcia w jakiej formie pojawi się w filmie wątek Ragnaroku – przyznam szczerze, że nie mam pomysłu. Jeśli to katastrofa, to warto ją wykorzystać w wielkim i odważnym stylu – zgładzić bogów asgardzkich i pozwolić im odrodzić się na Ziemi w innych postaciach (co w tym przypadku oznaczałoby pożegnanie z Lokim Toma Hiddlestona i powitanie go w postaci dziecięcej lub żeńskiej). Jeśli zaś Ragnarok pozostawi nas z status quo, to po co w ogóle zaczynać temat?

 

Na koniec – selfiak braci Odinsonów!

 

Jeszcze raz powtórzę – nie mam nic przeciwko duetowi Banner-Thor. Wręcz przeciwnie, może być to połączenie bardzo ciekawe i zabawne (prawie tak zabawne jak połączenie Thor-Loki, działające na bardzo podobnych zasadach przeciwstawienia mięśni i inteligencji). Nie mam także nic przeciwko reżyserowi. Uważam, że z takiego Lokiego Waititi może wyciągnąć same najlepsze rzeczy! Ale sam zamysł jest dla mnie na razie zupełnie nieodgadniony.

 

A Wy, co myślicie o trzeciej części Thora?